Diabeł ubiera się u Prady
Właśnie skończyłem czytać książkę Lauren Weisberger “Diabeł ubiera sięu Prady”
Bardzo ciekawa pozycja i moim zdaniem warta przeczytania.
Niezbyt ciężka ale i niezbyt lekka – taka troszkę relaksacyjna.
Dobry warsztat pisarski. Jedna z tych pozycji, które jak się zacznie czytać to nie chce się przerywać na pracę, a na ostatniej stronie żałuje się, że to już koniec. [a cegiełka jest!].
Żadnych niepotrzebnych wątków pobocznych, nieciągłości stylu, nierównej akcji.
Historia pokazuje kulisy świata elit wielkiej mody, bardzo odległe i trudne do zrozumienia dla nas maluczkich. Jednak mając świadomość o doświadczeniach autorki można założyć prawdziwość realiów książki.
Ciekawie pokazany proces uwikłania młodej, ambitnej dziewczyny o zdrowym “kręgosłupie moralnym” i ukształtowanym światopoglądzie w matnię świata całkowicie jej obcego. Jakże prosto i gładko można zamanipulować młodą osobą do tego stopnia, że zaprzedaje wszystkie swoje wartości dla ulotnej wizji kariery zawodowej i jest gotowa do największych poświęceń psychicznych i fizycznych, aby sprawdzić się w pierwszej pracy.
Szokujące. Ale jakże prawdziwe. Wielu młodych ludzi na etapie pierwszej pracy styka się ze światem “prawdziwej pracy” i bardzo często nasiąka zasadami, atmosferą, priorytetami, które nie zawsze są uniwersalnie właściwe tylko dlatego, że nie mając innych doświadczeń myślą iż widocznie tak to właśnie jest – właśnie takie jest życie. Nasiąkają i wsiąkają na zawsze.
Każdy kto przeżył swoje pięć minut w pracy podczas realizacji “misji niemożliwej” na podwyższonej adrenalince i żołądku ściśniętym ze stresu powinien się utożsamić z bohaterką.
Ale sama książka nie jest, aż tak przygnębiająca. Dość lekki styl rozwesela temat i sytuację.
Chociaż wydaje mi się, iż jest to książka bardziej kobieca i przez mężczyzn może być nie zrozumiała. Cała historia jest opowiedziana z bardzo kobiecego punktu widzenia. “Prawdziwi faceci” chyba nie zrozumieją tych wszystkich rozterek, dylematów i poświęceń. Przecież pewne sprawy można tak prosto rozwiązać…. ;-)
PS. To i film pewnie oglądnę. Ale do kina na to nie pójdę. Choć pewnie całe tabuny pięknych kobiet będą spacerowały po ekranie.